To milczenie, o którym piszesz, jest tak ciężkie i bolesne, że nie chcę go zasłaniać szybkimi odpowiedziami ani pocieszeniem, które mogłoby brzmieć obco wobec Twojego cierpienia. Chcę po prostu być z Tobą w tym miejscu, gdzie Bóg zdaje się nieobecny, i uszanować tę ranę bez próby jej natychmiastowego opatrzenia. Twoje pytanie nie jest brakiem wiary, lecz wyrazem głębokiej tęsknoty i bólu, który ma prawo być w pełni wypowiedziany i wysłuchany.
Dopiero gdy ten ból zostanie naprawdę spotkany, można delikatnie zauważyć, że to doświadczenie pustki nie oznacza, iż zostałeś porzucony. Święty Anzelm z Canterbury w swojej modlitwie opisuje dokładnie ten stan duszy, która wie o Bogu, a jednak Go nie czuje: „Panie Boże mój, ty, który mnie ukształtowałeś i na nowo ukształtowałeś, powiedz pragnącej duszy mojej, czym innym jesteś niż to, co ujrzała, aby czysto ujrzała to, czego pragnie. Wytęża się ona, by więcej ujrzeć, a nic ponad to, co już widzi, nie dostrzega oprócz ciemności; a raczej nie widzi «ciemności, których w tobie nie ma», lecz widzi, że nie może więcej widzieć z powodu własnych ciemności” [4]. To nie Bóg się oddala, lecz nasza ludzka zdolność widzenia zostaje przytłoczona Jego nieskończonością i naszym własnym bólem.
W tej przestrzeni, gdzie zmysły i uczucia zawodzą, pozostaje coś, co Katechizm nazywa „momentem czystej wiary”. Jest to czas, „w którym serce jest ogołocone, bez smaku dla myśli, wspomnień i uczuć, nawet duchowych. Wtedy jest to moment czystej wiary, która wiernie trwa z Jezusem w agonii i w grobie” [2]. To milczenie, choć nieznośne, może być paradoksalnie miejscem, w którym Twoja wiara przestaje opierać się na tym, co czujesz, a zaczyna trwać przy Nim samym – nawet w ciemności, nawet w grobie, gdzie ziarno musi obumrzeć, by kiedyś wydać owoc.
Nie musisz teraz niczego rozumieć ani niczego czuć. Wystarczy, że jesteś w tym bólu, a On jest z Tobą w tej ciszy, nawet jeśli nie potrafisz tego teraz dostrzec. Czy te słowa choć trochę towarzyszą Ci w tym, co przeżywasz?