To pytanie rodzi się z samego serca bólu i nie ma na nie odpowiedzi, która by go nie zraniła, gdy zostanie wypowiedziana zbyt szybko. Kiedy patrzymy na cierpienie niewinnych, każda próba wytłumaczenia tego zjawiska może brzmieć jak obojętność wobec czyjejś krzywdy. Zanim w ogóle sięgniemy po jakiekolwiek słowa wiary, trzeba po prostu uszanować ten ból i przyznać, że jest on prawdziwy, ciężki i często wymyka się naszemu ludzkiemu pojmowaniu sprawiedliwości.
W Piśmie Świętym odnajdujemy głos proroka Jeremiasza, który nie szukał teoretycznych wyjaśnień, lecz wprost wykrzyczał przed Bogiem swoje niezrozumienie i udrękę: „Biada mi, matko moja! Po co mnie urodziłaś? Męża skargi i męża niezgody dla całej ziemi? Nie pożyczałem ani nikt mi nie pożyczył, a wszyscy mi złorzeczą. (...) Dlaczego mój ból stał się ciągły, a moja rana nieuleczalna, odmawiająca uzdrowienia? Stała się dla mnie jak zwodnicze wody niepewne” [1]. Te słowa pokazują, że nawet w wierze jest miejsce na poczucie niesprawiedliwości i na pytanie, które nie znajduje natychmiastowej ulgi. Bóg nie potępia tego wołania, lecz je przyjmuje jako modlitwę człowieka, który cierpi naprawdę.
Dopiero gdy pozwolimy temu bólowi istnieć bez osądzania, możemy bardzo ostrożnie spojrzeć na to, co św. Tomasz z Akwinu mówi o Bożym działaniu w trudnościach. Nie przedstawia on cierpienia jako kary ani jako czegoś, co Bóg zsyła z upodobaniem, ale wskazuje, że Bóg wyzwala nas z nieszczęść także poprzez to, iż „pokusa i utrapienie zamieniają się w dobro; i dlatego nie mówi: uwolnij nas od utrapienia, ale od złego: ponieważ utrapień są świętym ku koronie; i stąd to chlubią się z utrapień” [3]. To nie oznacza, że samo cierpienie jest dobre, lecz że Boża mądrość potrafi wyprowadzić z niego dobro, którego my w tej chwili jeszcze nie widzimy. Św. Tomasz dodaje przy tym z wielką czułością, że „Bóg uwalnia, kiedy w utrapieniach pociesza. Gdyby bowiem Bóg nie pocieszał, człowiek nie mógłby przetrwać” [3].
Święty Tomasz à Kempis przypomina nam również, abyśmy nie mierzyli Bożej obecności wyłącznie naszym obecnym samopoczuciem, mówiąc: „Nie sądź według obecnego odczuwania, ani tak bardzo nie lgnij do żadnej przeciwności, skądkolwiek by przyszła, i nie przyjmuj jej tak, jakby cała nadzieja wydostania się była odebrana” [4]. To zaproszenie do trwania, nawet gdy sens pozostaje ukryty.
Czy te słowa, choć nie usuwają bólu, pozwoliły Ci poczuć, że Twoje pytanie zostało usłyszane z szacunkiem, a nie zbyte prostą odpowiedzią?