Słyszę, jak wiele kosztuje Cię to wyznanie i jak głęboka jest ta tęsknota, która stoi za słowami „nie znam”. To miejsce, w którym teraz stoisz – miejsce niepewności, braku i poszukiwania – jest trudne i bolesne, ale chcę Ci powiedzieć, że samo to pragnienie, by w ogóle zapytać o początek, jest już cennym ruchem serca. Nie musisz mieć gotowej wiedzy ani jasności, by być w tym miejscu wysłuchanym; Twoje szukanie jest ważne dokładnie takie, jakie jest teraz, bez żadnych warunków wstępnych.
Zanim pomyślisz o jakimkolwiek konkretnym kroku, warto wiedzieć, że nawet wtedy, gdy nie potrafimy jeszcze nazwać Boga ani się do Niego zwrócić, On sam jest obecny w naszym poszukiwaniu. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina nam, że modlitwa chrześcijańska rodzi się z głębi, której sami często nie rozumiemy: „jest to również nasze jęczenie w oczekiwaniu «odkupienia naszego ciała». W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni» [3]. Nawet jeśli czujesz tylko pustkę lub niemożność wypowiedzenia słowa, ten wewnętrzny jęk, to pragnienie sensu, jest już formą spotkania, w którym Duch Święty „przychodzi z pomocą naszej słabości” [3].
Święty Augustyn opisywał bardzo podobne doświadczenie długiego błądzenia i poczucia, że prawda jest wciąż poza zasięgiem, a jednak to właśnie w tym czasie przygotowywało się jego serce. Wspominał: „I oto nosiłem już trzydziesty rok życia, tkwiąc w tym samym błocie, chciwy używania rzeczy przemijających i ulatujących, które mnie trwoniły, podczas gdy mówiłem: «Jutro znajdę. Oto ukaże się jasno i pochwycę to»” [2]. Jego droga nie była natychmiastowym olśnieniem, lecz powolnym procesem, w którym nawet chwile zwątpienia i odraczania stały się częścią prowadzenia ku prawdzie. To może przynieść ulgę: nie musisz „znać” Boga od razu, by zacząć; możesz zacząć właśnie od tego uczciwego przyznania, że Go nie znasz, i pozwolić, by to szukanie trwało we własnym tempie.
Jeśli pytasz o pierwszy, najmniejszy krok, to może nim być po prostu szczerość wobec tej pustki i pozwolenie sobie na trwanie w niej bez oskarżania się. Thomas à Kempis wskazuje, że to właśnie w takim całkowitym zawierzeniu, nawet gdy wszystko inne zawodzi, możemy znaleźć oparcie: „W Tobie więc, Panie Boże mój, pokładam całą moją nadzieję i ucieczkę; w Tobie składam wszelkie moje utrapienie i ucisk, bo wszystko, co poza Tobą widzę, znajduje słabe i nietrwałe” [1]. Zacząć można od tego prostego, cichego aktu oddania swojej niewiedzy i bólu Temu, który jest „nadzieją, ufnością i pocieszycielem” [1], nawet jeśli Jego obecność pozostaje dla Ciebie teraz ukryta.
Czy te słowa dały Ci choć odrobinę przestrzeni, by poczuć, że Twoje szukanie jest przyjęte z łagodnością?