To uczucie braku, o którym piszesz, jest czymś bardzo rzeczywistym i zasługuje na to, by przy nim po prostu być, bez pośpiechu i bez natychmiastowych odpowiedzi. Czasem ta pustka boli tak mocno, że każde słowo próby jej wyjaśnienia wydaje się zbyt lekkie, dlatego chcę najpierw uszanować sam fakt, że ją w sobie nosisz i że masz odwagę o niej mówić. To miejsce jest ważne samo w sobie, nawet jeśli teraz nie przynosi ulgi.
Gdy jednak zapytałeś, czy tym brakującym elementem może być Bóg, przypominają mi się słowa Soboru Watykańskiego II, które dotykają właśnie tego ludzkiego doświadczenia: „Każdy człowiek pozostaje dla siebie samym nierozwiązanym pytaniem, które odczuwa w sposób mętny. Nikt bowiem w pewnych chwilach, zwłaszcza w ważniejszych wydarzeniach życiowych, nie zdoła całkowicie uniknąć tego pytania. Na to pytanie jedynie Bóg udziela pełnej i zupełnie pewnej odpowiedzi” [4].
Sobór dodaje też coś, co może rezonować z Twoim obecnym odczuciem: „Zabrakło natomiast fundamentu Bożego i nadziei życia wiecznego, godność człowieka zostaje ciężko naruszona, jak to często dzisiaj widzimy, a zagadki życia i śmierci, winy i bólu pozostają bez rozwiązania, tak że ludzie popadają nierzadko w rozpacz” [4]. To nie jest osąd, lecz współczujące rozpoznanie, że bez tego fundamentu pewne rany i pytania pozostają otwarte w sposób, którego nic innego nie potrafi domknąć.
Może więc to, co czujesz, nie jest błędem ani porażką, ale właśnie echem tego wezwania do komunii, o której mówi ten tekst – sygnałem, że serce szuka czegoś, co wykracza poza to, co widzialne. Nie musisz od razu wiedzieć, jak to nazwać ani jak na to odpowiedzieć; wystarczy, że pozwalasz temu pytaniu w Tobie trwać.
Czy te słowa choć trochę oddały to, co nosiłeś w swoim pytaniu?