Warto rozróżnić dwie rzeczy, które często mylimy: dobrowolne odrzucenie Boga i bolesne doświadczenie Jego braku. Katechizm Kościoła Katolickiego wskazuje, że to drugie może być w rzeczywistości miejscem oczyszczenia, a nie winą: „Inną trudnością, szczególnie dla tych, którzy szczerze chcą się modlić, jest oschłość. Jest to część modlitwy, w której serce jest ogołocone, bez smaku dla myśli, wspomnień i uczuć, nawet duchowych. Wtedy jest to moment czystej wiary, która wiernie trwa z Jezusem w agonii i grobie” [2].
Samo odczuwanie wątpliwości, pustki czy niemożności znalezienia Boga nie jest więc grzechem, lecz często próbą, przez którą wiara dojrzewa do głębszej relacji, opartej nie na emocjach, ale na zaufaniu. Grzechem byłaby dopiero świadoma i dobrowolna decyzja odrzucenia prawdy, gdy serce celowo odwraca się od Boga mimo jasnego poznania. Św. Anzelm z Canterbury pięknie wyraża ten stan poszukiwania pośród ciemności, pokazując, że tęsknota za Bogiem jest dowodem na to, że On wciąż jest obecny w pragnieniu serca: „Pragnie Cię znaleźć, a nie zna Twego miejsca. Szuka Cię, a nie zna Twego oblicza. Panie, Ty jesteś moim Bogiem i moim Panem, a nigdy Cię nie widziałem. Ty mnie stworzyłeś i odnowiłeś, i udzieliłeś mi wszystkich dóbr, a ja jeszcze Cię nie poznałem. Wreszcie, zostałem stworzony, aby Ciebie oglądać, a jeszcze nie uczyniłem tego, dla czego zostałem stworzony” [6].
To wołanie nie jest aktem niewiary, lecz modlitwą kogoś, kto wierzy nawet wtedy, gdy nie widzi. Jeśli Twoje wątpienie rodzi się z bólu, z ciszy, z trudu poszukiwania, to nie jest ono grzechem – jest raczej znakiem, że Twoja wiara przechodzi przez ogień próby, by stać się czystszą. Czy ta odpowiedź przyniosła Ci jasność, której szukałeś?