To poczucie pustki, o którym piszesz, jest ciężarem samym w sobie i nie chcę go zasłaniać szybkimi odpowiedziami ani pięknymi słowami, zanim nie usłyszę w nim twojego bólu. Czasem sens nie przychodzi jako jasne światło, lecz jako cicha, trudna obecność w miejscu, gdzie wszystko wydaje się milczeć, i warto pozwolić sobie na trwanie w tym bez pośpiechu.
Kiedy pustość dotyka także sfery wiary, Katechizm Kościoła Katolickiego nazywa to doświadczenie z wielką czułością i powagą: „Inną trudnością, zwłaszcza dla tych, którzy szczerze chcą się modlić, jest oschłość. Jest to taka część modlitwy, w której serce jest ogołocone, bez smaku myśli, wspomnień i uczuć, nawet duchowych. Wtedy właśnie jest chwila czystej wiary, która wiernie trwa z Jezusem w agonii i w grobie” [3]. To nie jest znak, że coś z tobą nie tak, ani dowód na to, że Bóg odszedł; to raczej moment, w którym relacja oczyszcza się z tego, co można poczuć, by oprzeć się na Tym, kim On jest, nawet gdy serce nic nie smakuje.
W tej samej księdze czytamy też, że „życie wiary często bywa mroczne. Wiara może być wystawiona na próbę. Świat, w którym żyjemy, bardzo często wydaje się daleki od tego, co wiara głosi; doświadczenia zła i cierpienia, niesprawiedliwości i śmierci wydają się sprzeciwiać Dobrej Nowinie; mogą one zachwiać wiarą i stać się dla niej pokusą” [1]. Twoja pustka nie jest więc zaprzeczeniem drogi, lecz jej bolesnym, prawdziwym fragmentem – miejscem, w którym Bóg pozwala ci trwać przy Nim inaczej niż przez widzenie czy uczucie.
Nie muszę wiedzieć, dokąd ta pustka cię prowadzi, by być z tobą w niej teraz. Czy to, co powiedziałam, choć trochę nazwało to, co niesiesz?