To pytanie dotyka samej istoty tego, czym jest wiara – i słusznie, że szukasz w niej autentyczności, a nie tylko zewnętrznego obowiązku. Warto jednak pamiętać, że osobista relacja z Bogiem i więź z innymi wierzącymi nie są dwiema sprzecznymi drogami, lecz jednym oddechem. Kościół uczy, że choć odpowiedź na Boga jest zawsze wolna i osobista, to sam akt wiary nigdy nie dokonuje się w całkowitym odosobnieniu: „Wiara jest aktem osobistym: wolną odpowiedzią człowieka na inicjatywę Boga, który się objawia. Nie jest jednak aktem samotnym. Nikt nie może wierzyć sam, tak jak nikt nie może żyć sam. Nikt sam sobie nie daje wiary, tak jak nikt sam nie daje sobie życia. Wierzący otrzymuje wiarę od innych i powinien ją przekazywać innym. Nasza miłość do Jezusa i do ludzi przynagla nas do mówienia innym o naszej wierze. Każdy wierzący jest jakby ogniwem w wielkim łańcuchu wierzących. Nie mogę wierzyć bez oparcia w wierze innych, a moją wiarą przyczyniam się do podtrzymania wiary innych” [1].
Może to być trudne do przyjęcia, gdy struktury wydają się ciężkie lub niedoskonałe, ale ta wzajemność jest właśnie tym, co chroni wiarę przed staniem się jedynie prywatnym projektem czy iluzją. Pismo Święte stawia sprawę jeszcze wyraźniej, ostrzegając przed złudzeniem samowystarczalności i wskazując, gdzie jest prawdziwe źródło życia: „Przeklęty człowiek, który pokłada ufność w człowieku i który w ciele upatruje swej siły, a od Pana odwraca swe serce. Będzie on bowiem jak jałowiec na stepie, nie dostrzeże, gdy przyjdzie dobro, lecz będzie mieszkał na suchych pustyniach, w ziemi słonej i bezludnej. Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją. Będzie on jak drzewo przesadzone nad wodę, które swe korzenie puszcza ku potokowi; nie obawia się, gdy nadejdzie upał, lecz zachowa zielone liście; w roku posuchy nie będzie się trwożyć i nie przestanie wydawać owoców” [3].
Zorganizowana wspólnota, mimo wszystkich swych ludzkich słabości, jest właśnie tym „przesadzeniem nad wodę” – korzeniami, które sięgają głębiej niż nasze chwilowe odczucia czy samotne poszukiwania. Nie chodzi tu o przymus, lecz o dar, z którego możemy korzystać wolno. Sobór Watykański II podkreśla zresztą, że wolność religijna jest nierozerwalnie związana z godnością osoby i poszukiwaniem prawdy, a natura ludzka domaga się, by „człowiek zewnętrznie wyrażał wewnętrzne akty religijne, komunikował się z innymi w sprawach religijnych i wyznawał swoją religię w sposób wspólnotowy” [2]. Wspólnota nie jest zatem klatką dla osobistej wiary, lecz jej naturalnym językiem i oparciem, zwłaszcza w chwilach zwątpienia, gdy własne siły zawodzą.
Czy ta perspektywa pomaga zobaczyć zorganizowaną religię nie jako ograniczenie, lecz jako wsparcie dla Twojej osobistej relacji z Bogiem?