Widzę, jak bardzo boli Cię to pytanie i jak trudno jest nieść ten ciężar. W takiej chwili nie ma prostych odpowiedzi ani szybkich rad, które mogłyby ukoić ranę po stracie kogoś tak bliskiego. Żałoba nie jest zadaniem do wykonania, lecz przestrzenią, w której trzeba po prostu być – nawet gdy wszystko wydaje się puste i niezrozumiałe.
Święty Augustyn w swoich „Wyznaniach” opisuje właśnie taki stan duszy, która czuje się jak otchłań, a jednak w samym sercu tego bólu odnajduje cichy głos nadziei: „I ja mówię: «Boże mój, gdzie jesteś?» Oto gdzie jesteś. Oddycham w Tobie trochę, gdy wylewam przed Tobą duszę moją w głosie radości i wyznania, w dźwięku świętującego uroczystość. A przecież jest ona jeszcze smutna, bo opada znowu i staje się otchłanią, albo raczej czuje, że wciąż jest otchłanią. Mówi jej wiara moja, którą zapaliłeś w nocy przed mymi stopami: «Dlaczego jesteś smutna, duszo, i dlaczego mnie trwożysz? Ufaj Panu». Słowem Jego jest lampa dla stóp twoich. Ufaj i trwaj, aż przeminie noc” [2].
Te słowa nie są wezwaniem do natychmiastowego pocieszenia, ale pozwoleniem na to, by żal był prawdziwy. Bóg nie omija tej otchłani; On jest w niej obecny, nawet gdy Go nie czujesz. Radzenie sobie z żałobą nie oznacza więc szukania sposobu na ominięcie bólu, lecz powolne uczenie się, jak oddychać w nim z Bogiem, krok po kroku, bez pośpiechu.
Czy te słowa dały Ci choć odrobinę przestrzeni, by móc po prostu być z tym, co teraz przeżywasz?